Słońce świeci, ptaki śpiewają, zielona trawa wciąż rośnie a jakiś wkurzający małolat ciągle krzyczy na całą ulicę "Gazeta! Świeża gazeta! Lepszej i tańszej nie znajdziesz!" jakby gazeta była czymś aż tak nadzwyczajnym. W tych czasach panowała moda na pocztę pantoflową więc czemu ci ludzie przepychają się przez tłum dla kilku nic nie znaczących notatek o "wielkim" konflikcie w kraju? Raven postanowił tego nie zgłębiać. Zastanawianie się nad tym przynosi same problemy.
Postanowił zwiedzić nieco miasta kryjąc się w cieniu gustownych kamienic, których oczywiście widok go osłabiał(jak to sknerę). Po kilkunastu minutach przycupnął na dachu jednego z budynków obserwując grupkę bawiących się dzieci. To któreś zdarło kolano, to inne jebło w drugie, jeszcze inne wsadziło palec tam gdzie nie trzeba. I kto ich pilnuje? Nikt. Bawią się tam same, niczym się nie przejmując. Najbardziej spodobał mu się chłopiec, który udawał że zabija templariuszy. Widać że będą z niego ludzie! Aż normalnie serce rośnie.
Chwila, chwila... - Co tam szepczesz Panie Mistrzu? - spytał swój ulubiony kawał żelastwa oparty na ramieniu. Raven nadstawił ucha. Czy tylko mu się wydaje czy ktoś za nim stoi? Nie, to prawda. Nie obchodziło go kim jest, ważne jest to że mu przeszkadza w wewnętrznym narzekaniu na świat. Chyba że... Chyba, że to blondynka, wtedy umrze na miejscu.
Odwrócił głowę do nieznajomego/ej. - I co, podoba ci się ślęczenie za biednymi ludźmi? Spływaj, przeszkadzasz mi.
<Ktoś? Nawet blondynka? Chociaż takiej ba blogu nie ma XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz